Formularz logowania

Newsletter

Gościmy

Odwiedza nas 12 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

Dzisiaj13
Wczoraj51
W tygodniu341
W miesiącu1496
Ogółem88734

Formularz kontaktowy

Pisma do Zarządów

 

1pismo wspl

2pismo wspl

1 pismo wspl ec

2 pismo wsp ec

1do zarzdu operator

 do zarzdu operator harmon

 

 

Kiepsko z pracą, kiepsko z płacą

Jak wynika z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego, tylko 23 proc. ankietowanych przez tę instytucję Polaków jest zadowolonych ze swoich . Z kolei Eurostat informuje, że ponad milion rodaków pracuje w więcej niż jednym miejscu.

To o 45 tys. więcej niż przed rokiem. A jak z polskim bezrobociem? W sierpniu spadło do 11,7 proc. Skromna zniżkowa tendencja utrzymuje się od siedmiu miesięcy, ale z bardzo dużym prawdopodobieństwem w największym stopniu to wynik znów rosnącej emigracji zarobkowej: wciąż rośnie atrakcyjność niemieckiego rynku pracy dla Polaków.

Emigracja zbija bezrobocie

Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowym danym. Kilka miesięcy temu Ministerstwo Pracy i Polityki triumfalnie ogłosiło, że polskie bezrobocie spadło poniżej średniej unijnej. Byłoby czym się chwalić, gdyby nie fakt, że rzut oka na słupki statystyk wyjaśnia to zjawisko. Na unijną czołówkę „bezrobotnych społeczeństw Europy” wysunęły się takie państwa jak Hiszpania, Grecja, Portugalia, na których kryzys sprzed kilku lat odbił się najmocniej. Natomiast realna stopa bezrobocia w naszym kraju dopiero w lipcu tego roku spadła poniżej progu 12 proc., i to jedynie o 0,1 punktu procentowego. A to pozwala wysnuć wniosek, że duża część osób, które znalazły się w tej niewielkiej grupie, to choćby ludzie wykreśleni z rejestru bezrobotnych ze względu na podjęte krótkoterminowe, finansowane ze środków publicznych staże. Na marginesie: statystyczny polski bezrobotny szuka pracy prawie 13 miesięcy. I co znamienne, mimo oficjalnego spadku bezrobocia, trwa to coraz dłużej: w drugim kwartale 2014 r. zajmowało o prawie 10 proc. więcej czasu niż przed rokiem.

O wiele istotniejsze dla zrozumienia niewielkiego, ale stałego spadku bezrobocia w Polsce są dane dotyczące emigracji. Według GUS-u
w 2013 r. poza granicami Polski dłużej niż trzy miesiące przebywało 2,2 mln Polaków. To o 70 tys. więcej niż w 2012 r. Przybywa polskich emigrantów zarobkowych w Republice Federalnej Niemiec. Szacowana liczba naszych rodaków za Odrą to 560 tys. Rodzima emigracja do Niemiec powoli dogania tę do Wielkiej , w której w 2013 r. przebywało 650 tys. Polaków. Warto przy okazji zwrócić uwagę, że rosnąca liczba naszych emigrantów zarobkowych przekreśla propagandową opinię ambasadora Polski w Wielkiej Brytanii, wyrażoną w wywiadzie dla gazety „The Independent”. Otóż Witold Sobków stwierdził, że odnosimy gospodarczy sukces i stąd „wielka fala Polaków, którzy przyjechali do krajów UE, próbując zdobyć dobrze płatną pracę, skończyła się”. Pan ambasador najwyraźniej jest „mało kompatybilny” z polską rzeczywistością.

Dziadowskie życie

Do myślenia daje i nie nastraja optymistycznie niedawny raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), z którym koniecznie powinien się zapoznać nie tylko pan ambasador Sobków, ale także jego polityczni zwierzchnicy. Dotyczy on trzydziestu czterech krajów zrzeszonych w tej organizacji. Wynika z niego, że trudniej niż w Polsce żyje się tylko w Meksyku i Turcji. Analiza uwzględniła szereg parametrów, którym przyporządkowano wartości od jeden do dziesięciu punktów.

Polska bardzo słabo wypadała w zaproponowanej przez OECD punktacji w tak newralgicznych kwestiach, jak wynagrodzenia (1,5), jakość służby (2,8), czystość środowiska (2,9), zaangażowanie społeczne/obywatelskie (1,3). Najfatalniej przedstawia się problem dostępności mieszkań (0,3). Nasza całościowa ocena w raporcie to 4,3 (średnia ocen), mniej niż choćby Czechy (5,3) czy Słowacja (4,5). Najgorsza sytuacja w świetle dokumentu rysuje się w Meksyku i Turcji, przede wszystkim z powodu niskich wskaźników dotyczących pracy, wykształcenia, bezpieczeństwa. Z kolei najłatwiej żyje się w Australii, Kanadzie, Szwecji i Norwegii.

A skoro mowa o polskich wynagrodzeniach. Jak wspomniałem na początku artykułu, raport GUS podaje, że tylko 23 proc. ankietowanych Polaków jest zadowolonych ze swoich zarobków. Najszersza grupa ujmuje sytuację swoich domowych budżetów jako znośną. Z kolei 20 proc. badanych uznało swoją sytuację materialną za słabą. W tej grupie przeważali mieszkańcy województw: zachodniopomorskiego (17,2 proc.), podkarpackiego (18,1 proc.) oraz warmińsko-mazurskiego (19,2 proc.). Z kolei największą grupę osób zadowolonych ze swojej sytuacji ekonomicznej reprezentują mieszkańcy województw: mazowieckiego (4,0 proc.), opolskiego (3,4 proc.), zachodniopomorskiego (2,8 proc.). Co pośrednio może wskazywać, że największe rozwarstwienie materialne dotyczy właśnie województwa zachodniopomorskiego, wciąż dotkniętego skutkami popegeerowskiego, strukturalnego bezrobocia.

Na tym jednak nie koniec. Rośnie także liczba Polaków, którzy muszą podejmować pracę na więcej niż jeden etat, by utrzymać swoje gospodarstwa domowe. Mowa o ponad milionie osób. Należy przy tym dodać, że nasz kraj ma jeden z najwyższych w państwach Unii Europejskiej odsetek mężczyzn zatrudnionych na dwóch etatach. Wiąże się to z niskimi płacami i rosnącymi kosztami życia, a także urynkowieniem niemal wszystkich usług publicznych: od przedszkola do opieki zdrowotnej (która nawet w wypadku publicznej służby zdrowia wymaga coraz większych nakładów własnych). Co bardziej interesujące, tak zachwalane przez wielu elastyczne formy zatrudnienia (umowy-zlecenia i „o dzieło”) także prowadzą do zwiększania nakładu pracy przez Polaków, ponieważ wynagrodzenia przy takich umowach są z reguły niskie i nie pozwalają na utrzymanie rodzin. Tymczasem zwykle przedstawiane były jako bardziej korzystne dla kieszeni zarobkujących. I w tym wypadku okazało się, że „uelastycznienie” wiąże się z uderzeniem po kieszeni mało i średnio zarabiających.

Całość artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie"

Czesław Mozil zapłaci pół miliona za profanację loga "Solidarności"? Związek grozi pozwem

Albo gwiazdor mainstreamowych stacji zapłaci 500 tys. zł na cele społeczne, albo "Solidarność" pozwie go do sądu - informuje TVN24. Czesław Mozil bez zgody związku wykorzystał logo "S" w wideoklipie do piosenki "Nienawidzę cię, Polsko".

Nienawidzę cię Polsko
na to nic nie poradzę
Nienawidzę cię Polsko
bo nade mną masz władzę

- śpiewa w swoim najnowszym utworze Czesław Mozil, gwiazda tandetnych telewizyjnych w TVN.

Oto dalszy ciąg natchnionego tekstu artysty:

Powiem wam jak się ośmielę
bo to bardzo głupi temat
Tam drażniła msza w niedzielę
tu mnie wkurza, że jej nie ma
Tu wkurzają mnie pedanci
tam wkurzały mnie niechluje
Wszystko mi się pomieszało
i już nie wiem co ja... czuję!
Polsko!
Nienawidzę
Polski!

W wideoklipie do piosenki pojawia się postać z logo "Solidarności". Znaku użyto bez zgody związku. W dodatku - jak twierdzi "Solidarność" - "logo jest użyte w sposób złośliwy i dyskredytuje związek, jako poważną instytucję".

"Solidarność" żąda teraz, by piosenkarz wpłacił w ciągu 30 dni 500 tys. zł na cele społeczne. W przeciwnym razie pozwie Mozila do sądu.

Pismo NSZZ Solidarność w sprawie PKZP

1pkzp